niedziela, 12 sierpnia 2012

PROLOG

  Cynthia "Acy" Williams.


Noah Williams.

Justin Bieber.


Stacy McMiller.












  Rutyna. Dobijająca każdego rutyna. Wstajesz o tej samej porze, myjesz i ubierasz się. Jesz zwykle to
samo. Ten sam autobus do szkoły czy tam pracy. Ja mam tego za każdym razem dość. A właściwie miałam, póki nie poszłam do liceum. Możecie uważać, że jestem samolubna, ale tak. Jestem w grupce tych dziewczyn, które w filmach zawsze pokazują w zwolnionym tempie. Wszystko tak naprawdę dzięki mojemu starszemu bratu, który ma w liceum opinię taką jaką ma, czyli ogólnie mówiąc popularnego kolesia. Brzmi to nieco dziecinnie, ale tak, jestem w tak zwanej "elicie" szkoły.
  Jestem w drugiej klasie Hollywood High School, gdzie każdy ma wyrobioną swoją opinię, niekoniecznie dobrą, a ja swoją odziedziczyłam po Noah'u, tak ni skąd ni zowąd. Z resztą mi to nie przeszkadza, jak większość ludzi w mojej dzielnicy, albo nawet mieście mnie rozpoznaje.
- Acy, ogarnij się. - koleżanka z klasy szturchała mnie w ramię.
- Jezu co? - rozciągnęłam się po krótkiej drzemce, zapominając, że jestem w szkole.
- Cynthio, możesz się skupić chociaż raz na mojej lekcji? Bardzo bym cię o to prosiła. - Mówiła nauczycielka stojąc przede mną - Tutaj jest twój sprawdzian. - Podała mi zszywkę 2 kartek.
  Spojrzałam na ocenę zaznaczoną czerwonym długopisem. Westchnęłam i popatrzyłam na liczne błędy.
- Cynthio. - Kontynuowała nauczycielka, a ja w myśli przeklinałam moich rodziców za moje imię. - Musisz naprawdę poprawić oceny, bo nie zaliczysz klasy.
  Przewróciłam oczami i schowałam sprawdzian do torebki.
- Okej, postaram się.
  Nauczycielka uśmiechnęła się delikatnie i odeszła. Spojrzałam na zegarek na lewej ręce, który był prawie równocześnie ustawiony z dzwonkiem. Jeszcze kilka sekund i tak bardzo upragniony weekend.
3.
2.
1.
  Wszyscy razem wstali spakowali się i wyszli z sali. Zaczęłam kierować się pod salę lekcyjną Noah'a - mojego brata i Stacy - mojej przyjaciółki. Byli ode mnie o rok starsi i byli w ostatniej klasie liceum. Spotkałam ich na korytarzu.
- Stacy, idziesz do nas? - zapytał Noah.
- Aw, no chciałabym, ale wiecie że moja mama jest teraz na tej rehabilitacji i muszę zajmować się Jacksonem...
- Aaa.. no tak. Zapomniałem... Ale jak tylko będziesz mogła to wiesz, zadzwoń. - Ja tylko potwierdziłam to skinieniem głowy, bo dzisiaj jakoś nie miałam humoru.
  Rozeszliśmy się. Stacy zawsze wychodzi tylnim wyjściem, a ja i Noah głównym.
- Rozumiesz to, że Ladden może mnie nie przepuścić z matmy? - westchnęłam - Nie mam aż tak tragicznych ocen. Co prawda mam może jedną czy tam dwie jedynki, ale... - zobaczyłam wzrok Noaha - no dobra osiem jedynek, też są trzy dwóje i może jedna trója. - zrobiłam krótką przerwę. - Okej. Mam beznadziejne oceny i jestem zagrożona ha - ha. Bardzo śmieszne.
- Ale przecież ja nic nie mówię. - dopiero teraz się zaśmiał. - Dasz radę, najwyżej ojciec przekupi tą babkę.
- A weź przestań. Wiem, że ty tak w 1 klasie zdałeś, ale ja chce mieć uczciwą ocenę.
  Chwyciłam za klamkę i weszliśmy do domu. Rozejrzałam się po całej willi, ale nigdzie nie mogłam znaleźć mamy.Dopiero usłyszałam jakiś cichy płacz z szafy. Lekko przerażona zajrzałam do niej, i niemal wypadła z niej moja mama.
- Zwariowałaś? Co ty tam robisz? I czemu płaczesz? - Zadałam mamie serię pytań.
- Ojciec, odszedł od nas.... Znaczy właściwie ja go wykopałam z domu. Zdradzał mnie. - powiedziała zapłakana.
  Nie chciałam w to wierzyć. Tata nigdy taki nie był, i nie mogłam sobie tego wyobrazić. To nie mogła być prawda. Zawołałam Noah'a żeby pogadał z mamą, bo to że siedziała zamknięta w szafie było samo w sobie dziwne.
- A ty gdzie idziesz? - zapytał.
- Do taty. Coś nie chce mi się w to wierzyć.
  Odpowiedziałam i wyjęłam telefon z kieszeni wykręcając numer do ojca.