Rozmawiałam z mamą o "zdradzie" taty przez co najmniej dwie godziny. Z początku nie chciała się przekonać, że nic takiego nie miało miejsca. Udało się to dopiero kiedy mama zobaczyła, że mężczyzna na zdjęciu to nie jest ojciec. Noah zauważył to, że facet na fotografii ma małą bliznę na lewym policzku. Było to dziwne, bo jeszcze nigdy na oczy nie widziałam tak dwóch podobnych osób, oczywiście nie licząc bliźniaków.
Mama zeszła w końcu na dół. Miała opuchnięte, czerwone oczy. Rozpięła szlafrok, i powędrowała do kuchni. Od kiedy pamiętam kochała gotować, i to że wyjęła z lodówki różnorodne składniki mnie nie dziwiło. Włączyła radio. Było ustawione na kanał z muzyką klasyczną. Noah często jej słuchał bo ponoć pomagała mu w nauce chociaż efektów nie było widać. Chociaż miał całe piętro dla siebie, musiał jej słuchać w kuchni.
Przełączyła na On Air with Ryan Seacrest. Osobiście chyba moja ulubiona audycja radiowa. Na antenie akurat leciała piosenka, którą kiedyś słyszałam, ale nie mogłam sobie przypomniać jej tytułu.
Chwilę później na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, bo leciała piosenka Justina. Nigdy nie słuchałam jego muzyki, ale uśmiechnęłam się bo przecież go spotkałam. W mojej głowie panował natłok myśli, jednak większość z nich była nie zrozumiała i gdybym miała je zilustrować wyglądałyby miej więcej tak: "asdfghjkl".
- Co ty taka zadowolona - Noah sięgnął po pilota i włączył telewizor.
- Przeszkadza ci to? - Zapytałam sarkastycznie, pokiwałam głową wstałam i poszłam do siebie do pokoju.
Mieszkamy w dużym domu. Dwa piętra i parter z salonem, kuchnią dalej z sypialnią rodziców. Pierwsze piętro było Noaha, a drugie moje. Tak więc, nie mogłam narzekać na małą przestrzeń bo całość bez ogródka to było koło 400 metrów kwadratowych.
Weszłam do pokoju, już na schodach usłyszałam, że dzwoni telefon. Zobaczyłam, że dzwoni Stacy.
- Zanim cokolwiek powiesz, to chcę cię przerosić, że nie byłam mogłam się z tobą spotkać, ale zacięłam się w windzie u taty w hotelu, przepraszam przepraszam! - prawie krzyczałam do słuchawki.
- Cyn, spokojnie. Czemu ty się tak zawsze denerwujesz - zaśmiała się - Noah się mną zaopiekował. Ale nie w tym rzecz, dzwonię, żeby się zapytać czy dzisiaj może pójdziesz ze mną do Ashley? Proszę?
Ashley Insty, dziewczyna z klasy Stacy. Denerwuje mnie niesamowicie. Niby zaprosiła mnie na swoją osiemnastkę, którą dzisiaj organizuje, ale od samego początku nie miałam ochoty tam się wybierać.
Nie lubię kiedy moja przyjaciółka mnie o coś prosi, bo zazwyczaj zawsze się upiera i muszę tam iść. A kiedy się nie zgodzę potem przez tydzień, męczy mnie i robi mi wyrzuty sumienia, że tam nie poszłam.
- Eh... A na którą?
- Za godzinę, na dziewiętnastą.
- Co?! Nie mam w co się ubrać...
- Będę u ciebie za piętnaście minut bo ja już jestem przygotowana. Pomogę ci. Buziaczki.
Usłyszałam przerywane sygnały. Podeszłam do mojej szafy aka garderoby. Weszłam do środka. Chociaż miała dużo ciuchów, zawsze miała problemy z ich wybraniem.
Po długich rozmyślaniach wybrałam dwie sukienki. Czarna obcisła. Prosta. Ale według mnie wyglądała dość seksownie. A druga to bordowa bombka. Zdecydowałam się jednak na tą pierwszą.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach. Wyjrzałam zza drzwi i zobaczyłam Stacy. Wyglądała jak zwykle niesamowicie. Czasem byłam zazdrosna o to jak wygląda i o jej figurę. Miała dosłownie nogi do nieba. Była wyższa ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów.
- Ta czarna to jest to. - Powiedziała zaraz przy wejściu.
- Też tak zdecydowałam tylko jakie buty do niej wybrać...
- Ja bym wzięła te czarne na platformie z ćwiekami. Będziesz wyglądać cudnie.
Usiadłam przy toaletce i pomalowałam się. Założyłam na siebie sukienkę i buty. Włosy tylko przeczesałam szczotką, i uznałam, że jestem gotowa do wyjścia. Wzięłam pierwszą lepszą torebkę, schowałam tam portfel, telefon i jeszcze kilka pierdół i wyszłam z pokoju.
Zeszłyśmy na dół, mama nadal gotowała coś w kuchni. Podeszłam do niej, dałam jej buziaka w policzek i powiedziałam, że wychodzę. Ona tylko przytaknęła, bo na ogóle byłoby to dziwne gdybym nigdzie nie wyszła w weekend.
Tak szczerze, to dzisiaj nie miałam najmniejszej ochoty żeby iść na jakąś "imprezę". Robiłam to tylko dla Stacy, a sama postanowiłam siedzieć na jakieś kanapie.
Wysiadłyśmy z samochodu mojej przyjaciółki i pokierowałyśmy się w stronę domy Ashley. Nie trudno był go znaleźć, bo chociaż byłyśmy koło stu metrów od niego już z tej odległości mogłyśmy usłyszeć
sobota, 22 grudnia 2012
poniedziałek, 15 października 2012
DWA.
Złapałam się za głowę i zsunęłam się po ścianie windy. Zrobiło mi się słabo bo miałam lekką klaustrofobię. "Lekką" to znaczy, że potrafiłam się opanować i nie dostawać szału, ale jednak zawsze zaczynało mi się kręcić w głowie i tym podobne.
- Skarbie? - Powiedziałam, parskając śmiechem. - Mówisz tak do każdej?
Chciałam odblokować telefon, ale zamiast mojej tapety ukazał się czarny ekran z ugryzionym jabłuszkiem apple'a. Super, jeszcze rozładował mi się iPhone. Pewnie nie wrócę na czas do domu, i Stacy będzie musiała poczekać z Noah.
- Nope. - Odpowiedział akcentując literkę "p". - Masz coś przeciwko?
Nie wiem czemu, ale mnie to rozśmieszyło.
- Huh? - Nie rezygnował. Chciał usłyszeć pytanie, nawet na tak głupie pytanie.
- Nope. - Powiedziałam to takim samym tonem i identyczną jak ten ktoś koło mnie.
Mogłabym dosłownie przysiąc, że skądś kojarzę jego głos. Tylko nie mam pojęcia skąd. Ostatnio ciężko było mi się skoncentrować nad czymkolwiek.
Co pięć minut, w windzie, która była miej więcej wielkości 3x3 metry, uruchamiał się jakiś obrzydliwy odświeżacz powietrza, o zapachu lawendy i cynamonu. Roznosił się po całym pomieszczeniu. Drażnił mnie, bo okropnie śmierdział, a ja byłam jeszcze uczulona na cynamon.
Przez chwilę nikt z nas się nie odzywał. No i nawet dobrze, bo nie lubię rozmawiać z osobami których nie znam. Nie jestem dobra, w podejmowaniu nowych znajomości.
Minęło 10 minut, bo breeze mini spray właśnie się uruchomił. Zaczęło kręcić mnie w nosie. Kichnęłam kilka razy, a ostatnie kichnięcie było zawsze najmocniejsze. W rezultacie przywaliłam tyłem głowy o ścianę.
- Ała. - złapałam się za głowę.
- Wszystko okej? - zapytał ktoś po tym jak zaśmiał się słodko
I ten śmiech, jeszcze bardziej mnie utwierdził w przekonaniu, że skądś znam tego kogoś.
- Tak, spoko, żyję. - powiedziałam pociągając nosem. - Kurde, mam omylne wrażenie, że cię kojarzę. Nie mam tylko pojęcia skąd.
- Boisz się mnie? - Zadał mi pytanie, takie pi razy oko, ni stąd ni zowąd,
- Nie? - Zaśmiałam się - Czemu miałabym?
- Jak masz na imię?
Znowu nie odpowiedział mi na moje pytanie, tylko zadał kolejne.
- Acy. A ty?
- To twoje pełne imię? - W moim głosie chyba było słychać irytację, bo teraz wiedziałam, że robi mi na złość.
- Odpowiedz mi pierwszy.
- Ale na co?
To zaczęło mnie denerwować. Kimkolwiek ten ktoś jest mógłby się przestać ze mną droczyć i odpowiedzieć mi chociaż na jedno pytanie.
- Okej, już się nie denerwuj. - Parsknął śmiechem - Justin. - Powiedział.
Nagle zapaliły się niebieskie neony podlepione przy miejscu gdzie kończy się ściana a zaczyna podłoga(sorki nie mam pojęcia jak to się nazywa xd). Tak i czy siak nie było nic widać, ale był to znak, że robota idzie, i ktoś zauważył, że winda nie działa.
Dopiero wtedy się zorientowałam, że nie wcisnęłam tego złotego dzwonka na przycisku, który miał zaalarmować ewentualne zawiesznie, ale trudno. Teraz i tak go nie znajdę póki panują egipskie ciemności.
- I mogłabyś się mnie bać, bo siedzisz tak daleko. Nie gryzę.
Po omacku poszukałam rękę w górze barierki. Podciągnęłam się na niej.
Szłam szurając nogami po ziemi, bo przypadkiem nie nadepnąć na Justina. Lekko go kopnęłam, kiedy doszłam do niego.
- Sorki. - Powiedziałam zaciskając zęby.
Usiadłam koło chłopaka.
Pachniał wanilią, ale też jakimś innym perfumem. Coś w stylu delikatnego Chanel i Hugo Bossa.
Odświeżacz uruchomił się już 15 razy, to znaczyło że tkwię tu już pół godziny. Czyli Stacy czeka na mnie aż łaskawie przyjdę. Jakoś przeżyje, nic się nie stanie jak pobędzie chwilę z Noah'em.
Ja co chwilę kaszlałam bo zapach cynamonu mnie dusił. Osiadał się w moim gardle, które było już wysuszone. Ciężko było mi oddychać, a jeszcze do tego mam astmę. Super, nie ma to jak umrzeć w windzie.
- Dobrze się czujesz? - Zapytał Justin.
- Tak tak, wszystko... - odkaszlnęłam ponownie - dobrze.
- Pewnie, pewnie. Za chwilę się udusisz, masz.
Położył mi na kolana butelkę.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się, chociaż widziałam że tego nie zobaczy.
Otworzyłam butelkę i napiłam się tego co później okazało się wodę lekko gazowaną. Odetchnęłam z ulgą, bo serio myślałam że za chwilę zejdę z tego świata. Zaśmiał się, a ja znałam ten śmiech. Na prawdę, byłam przekonana, że to ktoś kogo znam dość dobrze.
Obracałam telefon w rękach kiedy nagle wypadł mi z rąk. Po omacku starałam się go znaleźć kiedy nagle zapaliło się światło.
To było dziwne uczucie, bo rozmawiasz z kimś przez pół godziny... nawet czterdzieści pięć minut, i nie znasz jego tożsamości aczkolwiek go kojarzysz. Wahałam się czy zobaczyć kim jest Justin, ale po kilku sekundach uznałam że to i tak bez sensu, bo i tak czy siak będę musiała go zobaczyć.
Złapałam telefon, który leżał pod moim prawym kolanem. Kilka razy przymknęłam oczy, a to przez to, że jarzeniówki świeciły jakby wyjątkowo jasno.
Po kilku sekundach, po tym jak zapaliły się żarówki odwróciłam się w stronę chłopaka, który siedział ze schyloną głową, i z oczami zapatrzonymi w telefon.
Zaraz po tym co zobaczyłam... a raczej kogo wstałam z impetem i głową walnęłam się o barierkę wiszącą mniej więcej na wysokości bioder. Osunęłam się z powrotem na ziemie trzymając się za głowę.
- Cholera jasna! - syknęłam.
Dobra... Czy to jest Justin Bieber? Czy ja właśnie go zobaczyłam?
Chłopak zbliżył się do mnie. Podniosłam wzrok, i zauważyłam że Justin patrzy się prostu w moje oczy.
- Wszystko w porządku? - Zaśmiał się. - Pytam się ciebie o to drugi raz, ale drugi raz zwijasz się z bólu...
- Mam nadzieję, że dzisiaj już sobie nic nie zrobię. - odkaszlnęłam, bo odświeżacz powietrza uruchomił się kolejny raz. - Tak, wszystko jest okej.
Lekko speszona, odwróciłam wzrok. Nie na co dzień, możesz porozmawiać z Justinem Bieberem, więc to nie trochę onieśmieliło.
Winda nagle szarpnęłam, coś zaskrzypiało, i maszyna zaczęła bardzo wolno jechać w dół.
- Dziwnie się teraz czujesz, prawda? - zapytał.
"Dziwnie" to było chyba najlepsze określenie dla mojego stanu, w tejże chwili. Chociaż tak ogólne, najlepiej go opisywało.
- Nie, wcale. Rozmawiam teraz z najbardziej znanym nastolatkiem na świecie, ale dla mnie to norma. - Uśmiechnęłam się, kiedy winda zatrzymała się a drzwi się otworzyły.
Dotarło do mnie świeże powietrze. Wzięłam głęboki oddech. Justin się podniósł i lekko podciągnął spodnie. Jednym ruchem poprawił sobie włosy, i to sprawiło, że wyglądały idealnie. Później odwrócił się do mnie i podał mi rękę. Chwyciłam za nią, a chłopak szybkim ruchem mnie poderwał z podłogi. Uśmiechnęłam się i oblizałam, a następnie przygryzłam wargę. Wyszliśmy z windy, a przy wyjściu od razu stał ciemnoskóry, dość gruby facet. Kenny Hamilton - ochroniarz Justina. Skąd ja to wiem, skoro nie jestem fanką Justina? Jak ma się przyjaciółkę Belieberkę, to chyba wie się tyle o JB ile ona sama. Przed wejściem do hotelu stało mnóstwo ludzi z aparatami i bardzo dużo fanek. Stanęłam przy recepcjoniście Bobie.
Kenny zaczął rozmawiać z chłopakiem, o tym że mają jechać jeszcze gdzieś tam, a i tak są spóźnieni. Justin odwrócił się do mnie i powiedział "aye" i zasalutował z szerokim uśmiechem. Przeczesałam ręką włosy i pomachałam. Chłopak pokierował się po wyjścia. Stanęłam przodem do Boba, który rozmawiał przez telefon. Chwilę później poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
- O hej! - powiedziałam na przekór.
- Acy, słuchaj, dałabyś może mi swój numer telefonu? - Zapytał dając mi do ręki swojego iPhona z włączoną klawiaturą telefoniczną.
- Mój? - zapytałam ze zdziwieniem. Wielkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Justin się zaśmiał.- pewnie.
Wzięłam telefon chłopaka i szybko napisałam siedmiocyfrowy numer. Zapisałam go jako "acy, tak ta z windy", żeby było jasne kto to.
- Dzięki. No to do zobaczenia!
Jak najszybciej pobiegłam do domu. Miałam nadzieję, że jeszcze będzie tam Stacy. Drzwi do domu były zamknięte, więc kilka razy zadzwoniłam dzwonkiem. Przyszedł Noah. Otworzył drzwi.
- Co ty taka podniecona jesteś? - zapytał.
- Później ci powiem.
Wbiegłam na górę. Otworzyłam drwi do mojego pokoju i z hukiem je zamknęłam. Położyłam się na łóżku i przyciskając sobie poduszkę do twarzy, zaczęłam się rzucać i krzyczeć.
Justin Bieber ma mój numer i prawdopodobnie do mnie kiedyś zadzwoni. Wow.
______________________________________________________
kupakupakupakupakupa.
beznadziejny rozdział, ale trudno.
postaram się dodawać rozdziały regularnie, ale nie wiem czy mi się to uda - S Z K O Ł A....
tak więc followujcie mnie na tt - @tbhdrew
DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE! TAK TRZYMAĆ1
- Skarbie? - Powiedziałam, parskając śmiechem. - Mówisz tak do każdej?
Chciałam odblokować telefon, ale zamiast mojej tapety ukazał się czarny ekran z ugryzionym jabłuszkiem apple'a. Super, jeszcze rozładował mi się iPhone. Pewnie nie wrócę na czas do domu, i Stacy będzie musiała poczekać z Noah.
- Nope. - Odpowiedział akcentując literkę "p". - Masz coś przeciwko?
Nie wiem czemu, ale mnie to rozśmieszyło.
- Huh? - Nie rezygnował. Chciał usłyszeć pytanie, nawet na tak głupie pytanie.
- Nope. - Powiedziałam to takim samym tonem i identyczną jak ten ktoś koło mnie.
Mogłabym dosłownie przysiąc, że skądś kojarzę jego głos. Tylko nie mam pojęcia skąd. Ostatnio ciężko było mi się skoncentrować nad czymkolwiek.
Co pięć minut, w windzie, która była miej więcej wielkości 3x3 metry, uruchamiał się jakiś obrzydliwy odświeżacz powietrza, o zapachu lawendy i cynamonu. Roznosił się po całym pomieszczeniu. Drażnił mnie, bo okropnie śmierdział, a ja byłam jeszcze uczulona na cynamon.
♛
Przez chwilę nikt z nas się nie odzywał. No i nawet dobrze, bo nie lubię rozmawiać z osobami których nie znam. Nie jestem dobra, w podejmowaniu nowych znajomości.
Minęło 10 minut, bo breeze mini spray właśnie się uruchomił. Zaczęło kręcić mnie w nosie. Kichnęłam kilka razy, a ostatnie kichnięcie było zawsze najmocniejsze. W rezultacie przywaliłam tyłem głowy o ścianę.
- Ała. - złapałam się za głowę.
- Wszystko okej? - zapytał ktoś po tym jak zaśmiał się słodko
I ten śmiech, jeszcze bardziej mnie utwierdził w przekonaniu, że skądś znam tego kogoś.
- Tak, spoko, żyję. - powiedziałam pociągając nosem. - Kurde, mam omylne wrażenie, że cię kojarzę. Nie mam tylko pojęcia skąd.
- Boisz się mnie? - Zadał mi pytanie, takie pi razy oko, ni stąd ni zowąd,
- Nie? - Zaśmiałam się - Czemu miałabym?
- Jak masz na imię?
Znowu nie odpowiedział mi na moje pytanie, tylko zadał kolejne.
- Acy. A ty?
- To twoje pełne imię? - W moim głosie chyba było słychać irytację, bo teraz wiedziałam, że robi mi na złość.
- Odpowiedz mi pierwszy.
- Ale na co?
To zaczęło mnie denerwować. Kimkolwiek ten ktoś jest mógłby się przestać ze mną droczyć i odpowiedzieć mi chociaż na jedno pytanie.
- Okej, już się nie denerwuj. - Parsknął śmiechem - Justin. - Powiedział.
Nagle zapaliły się niebieskie neony podlepione przy miejscu gdzie kończy się ściana a zaczyna podłoga
Dopiero wtedy się zorientowałam, że nie wcisnęłam tego złotego dzwonka na przycisku, który miał zaalarmować ewentualne zawiesznie, ale trudno. Teraz i tak go nie znajdę póki panują egipskie ciemności.
- I mogłabyś się mnie bać, bo siedzisz tak daleko. Nie gryzę.
Po omacku poszukałam rękę w górze barierki. Podciągnęłam się na niej.
Szłam szurając nogami po ziemi, bo przypadkiem nie nadepnąć na Justina. Lekko go kopnęłam, kiedy doszłam do niego.
- Sorki. - Powiedziałam zaciskając zęby.
Usiadłam koło chłopaka.
Pachniał wanilią, ale też jakimś innym perfumem. Coś w stylu delikatnego Chanel i Hugo Bossa.
♛
Odświeżacz uruchomił się już 15 razy, to znaczyło że tkwię tu już pół godziny. Czyli Stacy czeka na mnie aż łaskawie przyjdę. Jakoś przeżyje, nic się nie stanie jak pobędzie chwilę z Noah'em.
Ja co chwilę kaszlałam bo zapach cynamonu mnie dusił. Osiadał się w moim gardle, które było już wysuszone. Ciężko było mi oddychać, a jeszcze do tego mam astmę. Super, nie ma to jak umrzeć w windzie.
- Dobrze się czujesz? - Zapytał Justin.
- Tak tak, wszystko... - odkaszlnęłam ponownie - dobrze.
- Pewnie, pewnie. Za chwilę się udusisz, masz.
Położył mi na kolana butelkę.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się, chociaż widziałam że tego nie zobaczy.
Otworzyłam butelkę i napiłam się tego co później okazało się wodę lekko gazowaną. Odetchnęłam z ulgą, bo serio myślałam że za chwilę zejdę z tego świata. Zaśmiał się, a ja znałam ten śmiech. Na prawdę, byłam przekonana, że to ktoś kogo znam dość dobrze.
Obracałam telefon w rękach kiedy nagle wypadł mi z rąk. Po omacku starałam się go znaleźć kiedy nagle zapaliło się światło.
To było dziwne uczucie, bo rozmawiasz z kimś przez pół godziny... nawet czterdzieści pięć minut, i nie znasz jego tożsamości aczkolwiek go kojarzysz. Wahałam się czy zobaczyć kim jest Justin, ale po kilku sekundach uznałam że to i tak bez sensu, bo i tak czy siak będę musiała go zobaczyć.
Złapałam telefon, który leżał pod moim prawym kolanem. Kilka razy przymknęłam oczy, a to przez to, że jarzeniówki świeciły jakby wyjątkowo jasno.
Po kilku sekundach, po tym jak zapaliły się żarówki odwróciłam się w stronę chłopaka, który siedział ze schyloną głową, i z oczami zapatrzonymi w telefon.
Zaraz po tym co zobaczyłam... a raczej kogo wstałam z impetem i głową walnęłam się o barierkę wiszącą mniej więcej na wysokości bioder. Osunęłam się z powrotem na ziemie trzymając się za głowę.
- Cholera jasna! - syknęłam.
Dobra... Czy to jest Justin Bieber? Czy ja właśnie go zobaczyłam?
Chłopak zbliżył się do mnie. Podniosłam wzrok, i zauważyłam że Justin patrzy się prostu w moje oczy.
- Wszystko w porządku? - Zaśmiał się. - Pytam się ciebie o to drugi raz, ale drugi raz zwijasz się z bólu...
- Mam nadzieję, że dzisiaj już sobie nic nie zrobię. - odkaszlnęłam, bo odświeżacz powietrza uruchomił się kolejny raz. - Tak, wszystko jest okej.
Lekko speszona, odwróciłam wzrok. Nie na co dzień, możesz porozmawiać z Justinem Bieberem, więc to nie trochę onieśmieliło.
Winda nagle szarpnęłam, coś zaskrzypiało, i maszyna zaczęła bardzo wolno jechać w dół.
- Dziwnie się teraz czujesz, prawda? - zapytał.
"Dziwnie" to było chyba najlepsze określenie dla mojego stanu, w tejże chwili. Chociaż tak ogólne, najlepiej go opisywało.
- Nie, wcale. Rozmawiam teraz z najbardziej znanym nastolatkiem na świecie, ale dla mnie to norma. - Uśmiechnęłam się, kiedy winda zatrzymała się a drzwi się otworzyły.
Dotarło do mnie świeże powietrze. Wzięłam głęboki oddech. Justin się podniósł i lekko podciągnął spodnie. Jednym ruchem poprawił sobie włosy, i to sprawiło, że wyglądały idealnie. Później odwrócił się do mnie i podał mi rękę. Chwyciłam za nią, a chłopak szybkim ruchem mnie poderwał z podłogi. Uśmiechnęłam się i oblizałam, a następnie przygryzłam wargę. Wyszliśmy z windy, a przy wyjściu od razu stał ciemnoskóry, dość gruby facet. Kenny Hamilton - ochroniarz Justina. Skąd ja to wiem, skoro nie jestem fanką Justina? Jak ma się przyjaciółkę Belieberkę, to chyba wie się tyle o JB ile ona sama. Przed wejściem do hotelu stało mnóstwo ludzi z aparatami i bardzo dużo fanek. Stanęłam przy recepcjoniście Bobie.
Kenny zaczął rozmawiać z chłopakiem, o tym że mają jechać jeszcze gdzieś tam, a i tak są spóźnieni. Justin odwrócił się do mnie i powiedział "aye" i zasalutował z szerokim uśmiechem. Przeczesałam ręką włosy i pomachałam. Chłopak pokierował się po wyjścia. Stanęłam przodem do Boba, który rozmawiał przez telefon. Chwilę później poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
- O hej! - powiedziałam na przekór.
- Acy, słuchaj, dałabyś może mi swój numer telefonu? - Zapytał dając mi do ręki swojego iPhona z włączoną klawiaturą telefoniczną.
- Mój? - zapytałam ze zdziwieniem. Wielkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Justin się zaśmiał.- pewnie.
Wzięłam telefon chłopaka i szybko napisałam siedmiocyfrowy numer. Zapisałam go jako "acy, tak ta z windy", żeby było jasne kto to.
- Dzięki. No to do zobaczenia!
♛
Jak najszybciej pobiegłam do domu. Miałam nadzieję, że jeszcze będzie tam Stacy. Drzwi do domu były zamknięte, więc kilka razy zadzwoniłam dzwonkiem. Przyszedł Noah. Otworzył drzwi.
- Co ty taka podniecona jesteś? - zapytał.
- Później ci powiem.
Wbiegłam na górę. Otworzyłam drwi do mojego pokoju i z hukiem je zamknęłam. Położyłam się na łóżku i przyciskając sobie poduszkę do twarzy, zaczęłam się rzucać i krzyczeć.
Justin Bieber ma mój numer i prawdopodobnie do mnie kiedyś zadzwoni. Wow.
______________________________________________________
kupakupakupakupakupa.
beznadziejny rozdział, ale trudno.
postaram się dodawać rozdziały regularnie, ale nie wiem czy mi się to uda - S Z K O Ł A....
tak więc followujcie mnie na tt - @tbhdrew
DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE! TAK TRZYMAĆ1
niedziela, 16 września 2012
JEDEN: "Po prostu bądź ze mną szczery"
informacje na końcu rozdziału, przeczytaj do końca #muchlove
Moja mama zawsze była bezpośrednia. Nie zdziwiło mnie to, że od razu powiedziała o tym co między nimi - rodzicami, zaszło podczas naszej nieobecności. Zawsze też przejmowała się ponadto, ile trzeba było, i to dało mi do zrozumienia, że jest coś nie tak w tej zdradzie ojca.
No bo, tata zawsze utrzymywał ze mną dobre stosunki, i jestem prawie pewna, że mówił mi wszystko. To on mi okazywał zrozumienie, a nie mama, która raczej pozostawała dość krytyczna wobec mnie, nie wiadomo z jakiego powodu.
Tata nie obierał telefonu. Zeszłam na dół do kuchni by wziąć sobie coś do przekąszenia. Podeszłam do lodówki, otwierając ją, kiedy nagle uświadomiłam sobie, że coś leży na stole zaraz za mną. Odwróciłam się, ale wcześniej wyjmując sok pomarańczowy, gdyż nic ciekawego do jedzenia nie było. Odkręciłam korek i napiłam się zimnego soku, który dawał niemałe orzeźwienie, gdy na zewnątrz był maj i koło 25 stopni w LA.
Spojrzałam na otwartą kopertę i kilka kartek które leżały koło niej na stole. Chwilę zastanowiłam się czy powinnam je zobaczyć, aż w końcu podniosłam jedną z nich i spojrzałam.
Wzięłam następną, bo z lekka nie wierzyłam w to co właśnie zobaczyłam. Najlepiej gdybym tego w ogóle nie widziała. Okazało się, że to były zdjęcia mojego ojca z jakąś blondyną. W samochodzie. Jak się całują.
Przyjrzałam się jeszcze bardziej niż przez ostatnie 3 minuty, spoglądając na każdy szczegół zdjęcia.
Zostawiłam wszystko i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Wykręciłam ponownie numer do taty, ale tym razem odebrał już po 2 sygnale.
- Gdzie jesteś? - zapytałam oschle.
- W pracy, a co się stało? - odpowiedział jakby nigdy nic się nie stało.
- Pewnie pewnie, jesteś w Mariocie, prawda? - "Mariott" to sieć hoteli mojego ojca, ekskluzywna. Ma hotele w każdym większym mieście w Stanach i kilka w Europie. Okej, nie będę kłamać, że nie mamy ztego dużych dochodów, bo mamy.
Dla jednych to tak świetnie, że ma się bogatą rodzinę, ale tak nie jest. Większość ludzi po prostu cię wykorzystuje, i nie wiesz komu możesz ufać a komu nie. I to jest w tym wszystkim najgorsze, że czasem wydaje ci się, że ktoś jest twoim przyjacielem a tu nagle dowiadujesz się, że obrabia ci dupę za plecami...
Zamyśliłam się i przez to nie słyszałam co mówi mi ojciec przez telefon.
- Eee.. Słucham? - powiedziałam to tonem, jakbym nie zrozumiała o czym mówi.
- Mówię. Że. Jestem. W. Mariocie. - odpowiedział, wypowiadając osobno i wyraźnie.
- U nas ma się rozumieć? - Na odpowiedź usłyszałam "mhm". - Okej, za chwilę będę.
Chciał coś jeszcze dodać, ale się rozłączyłam. Znalazłam w kieszeni shortów słuchawki. Podłączyłam je do iPhone'a. Włączyłam pierwszą lepszą piosenkę Lany Del Rey. Schowałam go do kieszeni, ale chwilę póżniej wyjęłam czy poczułam wibracje.
Odrzuciłam połączenie od swojej przyjaciółki od razu odpisując jej smsa.
Do: Stacyy:
"przepraszam, ale nie mogę na razie rozmawiać, zadzwonie wieczorem xx"
Mieszkałam na Courney Avenue, skąd droga do Hollywood High School - szkoły do której chodzimy miała koło 1 mili*. Mariott L.A znajdował się kilka uliczek dalej.
Przyspieszyłam tępo by dość do hotelu jak najszybciej.
Weszłam do klimatyzowanego lobby przeciskając się przez niemałe zamieszanie.Kamery, i kilka paparazzich. Facetowi w recepcji powiedziałam "dzień dobry" delikatnie się uśmiechając. Podeszłam do biurka.
- Słucham? - Uśmiechnął się wysoki brunet. Spojrzałam na przypinkę, na jego marynarce, i ledwo co powstrzymałam się od śmiechu. Recepcjonista miał na imię Bob, co bardzo mnie śmieszy. Nie pytacie czemu, bo sama nie wiem. Z
- Czy Mattiew Williams jest może u siebie? - zapytałam
- Tak. - Zmarszczył brwi pytająco.
- A mogę iść do taty?
Bob chyba sobie mnie przypomniał, w sensie, że jestem córką dyrektora, i odpowiedział:
- Ach, tak tak jest biurze.
Uśmiechnęłam się kiwając głową na podziękowanie. Podeszłam do wind, i weszłam do pierwszej, która przyjechała. Oparłam się o barierkę i wcisnęłam przycisk z numerkiem 12. Odczytałam sms-a, który doszedł chwilę wcześniej.
Od: Stacyy:
"K, ale coś jest mega nie tak? Będę czekać na telefon".
To "będę czekać na telefon, wcale się nie sprawdziło, bo chwilę później telefon zawibrował i na ekranie pojawił się napisz "Stacyy dzwoni".
- Mówiłam ci... - zaczęłam, ale przyjaciółka najwyraźniej mnie nie słuchała.
- Jezus Maria Acy, Słuchaj, Boże jest nowa sesja Justina, umieram, serio, ratuj mnie palą oczy!!!
- Aha? Stacy, mówiłam ci, że nie interesuje mnie czy Justina na nową sesję, czy ma nową piosenkę. Wiem, że chcesz się tym ze mną podzielić, ale proszę cię nie teraz. - rozłączyłam się.
Zdałam sobie z tego sprawę, że powiedziałam to jakby trochę za ostro...
Zapukałam do drzwi i nie czekając na odpowiedź, weszłam do środka. Pokój ojca w hotelu, był połączony razem z biurem. Przeszłam przez krótki korytarzyk prowadzący do sypialni. Tata stał odwrócony tyłem do wejścia, i układał rzeczy w szafie, czego zwykle nie robił i chyba po nim mam cechę, którą nazywa się lenistwem.
W całym pokoju pachniało kawą. Zapach roznosił się po pokoju. Małe brązowe świeczki, były porozmieszczane w całym pomieszczeniu. Identyczne mamy w domu.
Stanęłam w progu drzwi i zapukałam we framugę.
- Hej - powiedział uśmiechając się i przedłużając "e".
Podeszłam bliżej, rozpoczynając swój monolog.
- Okej tato, ja wiem co się stało, mama mi wszystko powiedziała... Znaczy powiedziała tylko, że ją zdradziłeś, ale ja znalazłam te zdjęcia i ogólnie... - przestał składać ubrania, oparł się o szafę i słuchał - Tato, musisz mi powiedzieć czy to jest prawda, bo jak wiesz, matka czasem zbyt histeryzuje i nie daje ci dojść do głosu i...
- Słońce - Tata mi przerwał - wiesz o tym dobrze, że nigdy bym wam tego nie zrobił. - powrócił do swojego poprzedniego zajęcia.
- A zdjęcia? - postawiłam pytanie, tym razem bardziej nalegającym na odpowiedź.
- Nie wiem. - Schylił głowę, co zawsze oznaczało, że kłamie.
- Serio, myślisz że jestem taka głupia? - Założyłam ręce na piersi. - Tato, kurde, nie możesz mi raz powiedzieć prawdy?
- Ivy o tym wiedzia...
- Nie wspominaj o Ivy, dobra? Po prostu powiedz mi o co tu chodzi! - Podniosłam głos, chociaż nie powinnam. - Po prostu bądź ze mną szczery, bo mam dość tego, że ktoś do mnie wysyła smsy z jakimiś pogróżkami, to jakoś nawet znoszę, ale mama nie. Jeszcze to, że nie chcesz zgłosić tego na policję to tego zupełnie nie rozumiem.
- Powiem ci to, kiedy uznam, że to zrozumiesz, okej?
Westchnęłam, poddając się. Wypytałam tatę jeszcze kim jest ta blondzia na zdjęciach.
Powiedział, że nie. Okej, uznam, że to prawda.
- Wrócisz dzisiaj do domu? - zapytałam
- Raczej nie. Jutro się postaram, więc przygotuj mamę dobra?
Uśmiechnęłam się lekko kiwając głową.
- To ja lecę, do zobaczenia!
Wyszłam z pokoju hotelowego taty. Podeszłam do wind, nacisnęłam strzałkę w dół.
Znacie to uczucie, jak czekacie na windę i macie dylemat czy nie iść schodami? Tak własnie teraz się czuję.
Zdecydowałam się poczekać, a kiedy w końcu przyjechała, weszłam do niej i wybrałam przycisk z "0". Oparłam się o barierkę i zjechałam tylko 1 piętro niżej. Weszli jacyś ludzie, ubrani w marynarki, z krawatami. Założyłam słuchawki na uszy, puściłam "Everything" Michael'a Buble, i zaczęłam pisać smsa.
Do: Stacyy
JEZU :c możesz do mnie przyjść tak za pół godziny?
Winda zatrzymała się znowu piętro niżej i wszyscy w niej obecni, oprócz mnie wysiedli.
Czy tak trudno zejść schodami jedno piętro, aniżeli ja mam się zatrzymywać na każdym?
Momentalnie dostałam odpowiedź. Zobaczyłam na ekran iPhona.
Od: Stacyy
Ac, wszystko k? dobra, będę.
Duże "pomieszczenie", w którym się znajdowałam zatrzęsło się i stanęło, a kiedy podniosłam wzrok światło w kabinie zgasło. Wyjęłam z uszu słuchawki.
- Fuck - powiedział ktoś w tym samym czasie co ja. Czyli jednak nie wyszli wszyscy.
Z lekka niezręczna sytuacja.
- Oh, witam skarbie. - powiedział chłopak z satyryczno-humorystycznym śmiechem.
Wyglądam na to, że jestem uwięziona w windzie z jakimś chłopakiem na co najmniej godzinę.
Ciekawie.
*1 mila to koło 1,6km.
___________________________________________
12 KOMENTARZY I PRAWIE 700 WEJŚĆ PRZY SAMYM PROLOGU. JEZU JEZU JEZU KOCHAM WAS I DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY KOMENTARZ <333333
Wiele osób pytało się mnie jak czyta się imię głównej bohaterki, a czyta się je Ejsi, lol.
Hmm, ciekawi was kto to Ivy i ten tajemniczy chłopak z windy? Dowiecie się już w następnym rozdziale ♥
jeżeli chcesz być informowany o nn, to zostaw komentarz z nickiem z tt.
niedziela, 12 sierpnia 2012
PROLOG
Noah Williams.
Justin Bieber.
Stacy McMiller.
Rutyna. Dobijająca każdego rutyna. Wstajesz o tej samej porze, myjesz i ubierasz się. Jesz zwykle to
samo. Ten sam autobus do szkoły czy tam pracy. Ja mam tego za każdym razem dość. A właściwie miałam, póki nie poszłam do liceum. Możecie uważać, że jestem samolubna, ale tak. Jestem w grupce tych dziewczyn, które w filmach zawsze pokazują w zwolnionym tempie. Wszystko tak naprawdę dzięki mojemu starszemu bratu, który ma w liceum opinię taką jaką ma, czyli ogólnie mówiąc popularnego kolesia. Brzmi to nieco dziecinnie, ale tak, jestem w tak zwanej "elicie" szkoły.
Jestem w drugiej klasie Hollywood High School, gdzie każdy ma wyrobioną swoją opinię, niekoniecznie dobrą, a ja swoją odziedziczyłam po Noah'u, tak ni skąd ni zowąd. Z resztą mi to nie przeszkadza, jak większość ludzi w mojej dzielnicy, albo nawet mieście mnie rozpoznaje.
- Acy, ogarnij się. - koleżanka z klasy szturchała mnie w ramię.
- Jezu co? - rozciągnęłam się po krótkiej drzemce, zapominając, że jestem w szkole.
- Cynthio, możesz się skupić chociaż raz na mojej lekcji? Bardzo bym cię o to prosiła. - Mówiła nauczycielka stojąc przede mną - Tutaj jest twój sprawdzian. - Podała mi zszywkę 2 kartek.
Spojrzałam na ocenę zaznaczoną czerwonym długopisem. Westchnęłam i popatrzyłam na liczne błędy.
- Cynthio. - Kontynuowała nauczycielka, a ja w myśli przeklinałam moich rodziców za moje imię. - Musisz naprawdę poprawić oceny, bo nie zaliczysz klasy.
Przewróciłam oczami i schowałam sprawdzian do torebki.
- Okej, postaram się.
Nauczycielka uśmiechnęła się delikatnie i odeszła. Spojrzałam na zegarek na lewej ręce, który był prawie równocześnie ustawiony z dzwonkiem. Jeszcze kilka sekund i tak bardzo upragniony weekend.
3.
2.
1.
Wszyscy razem wstali spakowali się i wyszli z sali. Zaczęłam kierować się pod salę lekcyjną Noah'a - mojego brata i Stacy - mojej przyjaciółki. Byli ode mnie o rok starsi i byli w ostatniej klasie liceum. Spotkałam ich na korytarzu.
- Stacy, idziesz do nas? - zapytał Noah.
- Aw, no chciałabym, ale wiecie że moja mama jest teraz na tej rehabilitacji i muszę zajmować się Jacksonem...
- Aaa.. no tak. Zapomniałem... Ale jak tylko będziesz mogła to wiesz, zadzwoń. - Ja tylko potwierdziłam to skinieniem głowy, bo dzisiaj jakoś nie miałam humoru.
Rozeszliśmy się. Stacy zawsze wychodzi tylnim wyjściem, a ja i Noah głównym.
- Rozumiesz to, że Ladden może mnie nie przepuścić z matmy? - westchnęłam - Nie mam aż tak tragicznych ocen. Co prawda mam może jedną czy tam dwie jedynki, ale... - zobaczyłam wzrok Noaha - no dobra osiem jedynek, też są trzy dwóje i może jedna trója. - zrobiłam krótką przerwę. - Okej. Mam beznadziejne oceny i jestem zagrożona ha - ha. Bardzo śmieszne.
- Ale przecież ja nic nie mówię. - dopiero teraz się zaśmiał. - Dasz radę, najwyżej ojciec przekupi tą babkę.
- A weź przestań. Wiem, że ty tak w 1 klasie zdałeś, ale ja chce mieć uczciwą ocenę.
Chwyciłam za klamkę i weszliśmy do domu. Rozejrzałam się po całej willi, ale nigdzie nie mogłam znaleźć mamy.Dopiero usłyszałam jakiś cichy płacz z szafy. Lekko przerażona zajrzałam do niej, i niemal wypadła z niej moja mama.
- Zwariowałaś? Co ty tam robisz? I czemu płaczesz? - Zadałam mamie serię pytań.
- Ojciec, odszedł od nas.... Znaczy właściwie ja go wykopałam z domu. Zdradzał mnie. - powiedziała zapłakana.
Nie chciałam w to wierzyć. Tata nigdy taki nie był, i nie mogłam sobie tego wyobrazić. To nie mogła być prawda. Zawołałam Noah'a żeby pogadał z mamą, bo to że siedziała zamknięta w szafie było samo w sobie dziwne.
- A ty gdzie idziesz? - zapytał.
- Do taty. Coś nie chce mi się w to wierzyć.
Odpowiedziałam i wyjęłam telefon z kieszeni wykręcając numer do ojca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



